Czy nazwanie marki lub produktu jest proste?

Na początku każdej współpracy z nową marką powraca ten sam problem. A jak to w ogóle ma się nazywać? Sprawa wydaje się prosta do momentu, w którym nie zaczynamy skupiać się na szczegółach. Wie o tym każdy, kto kiedykolwiek szukał nazwy. Na przykład polscy producenci kanap, którzy postawili na popularne imiona, stają się obecnie obiektem żartów. Pozdrawiam fabrykę mebli Bogart.

Tworzenie nowych słów też niesie za sobą ryzyko. Przekonała się o tym Honda. Popularny model – Jazz, miał się nazywać Fitta, jednak to słowo to w językach skandynawskich oznacza kobiecie narządy rozrodcze. Honda to nie jest odosobniony przypadek. Więc gdy mamy chrapkę na rynki międzynarodowe, warto zrobić solidne sprawdzenie i zmienić nazwę lub pomyśleć o regionalizacji.

Google prawdę ci powie

Gdy już pojawi się wena, nadejdzie olśnienie i litery ułożą się TO COŚ, i wiesz, że poszukiwania się zakończyły, to uwierz, że to dopiero początek. Po wpisaniu TEGO CZEGOŚ w wyszukiwarkę szybko może się okazać, że ktoś nas ubiegł, kupił domenę, stworzył markę i zadbał o stabilną pozycję…

Albo kupił domenę, zablokował, wywindował cenę i czeka spokojnie na zwrot z inwestycji. Mało kto ma ochotę wydawać kilka lub kilkanaście tysięcy zł na samym początku istnienia firmy. Zwłaszcza, że nawet najlepszy pomysł może nie wypalić. Tutaj z pomocą przychodzi wyszukiwarka domen, np taka jak na ovh.pl, gdzie można wpisać nazwę wraz z rozszerzeniem. Sprawdzić cenę oraz dostępność. Warto zainwestować czas i zadać sobie więcej trudu, żeby było idealnie.

Czy to wszystko?

No nie… Warto się w tym miejscu zastanowić, co będzie się działo z nazwą marki i domeną. W pierwszej kolejności trzeba będzie to umieścić na socjalach – tam będzie względnie prosto bo ramka na stronie wszystko przyjmie. No ale kolejny etap to drukowana wizytówka i tu już będzie trudniej, bo za długa nazwa może zniechęcić do przepisania. Albo mieszanie dużych i małych liter, gdzie łatwo pomylić duże I z małym l.

Koszmar językoznawców czyli polsko-angielskie potworki.

Każdy zna sałatkę colesław. Ale każdy czyta to inaczej, słyszałem już (dosłownie) kolesław, koleslou, colesław itd… A teraz wyobraź sobie, że tak się nazywa firma i właśnie próbujesz komuś podyktować maila przez telefon. POWODZENIA :)

Pracowałem w firmie CAD Projekt. Nie KAD Projekt ani CAD Project tylko CAD Projekt. Myślę, że już sami rozumiecie, że adresy email wysyłaliśmy sms-ami :) Ryzykowne są też litery W i V. Warto tutaj w czasie procesu twórczego zapytać przypadkowe osoby jak by to przeczytały.

Ja myślałem, że nazwa bilbil jest prosta do granic możliwości, ale niedawno jedna pani usłyszała mój adres od koleżanki i chciała wysłać email na radek@billbill.pl :)

W ogóle dlaczego bilbil?

Na początku miało być jak u wszystkich Słowik Fotografia, ale okazało się, że Słowików z aparatami jest kilku, a jeden ze stolicy, jest nawet rozpoznawalny, więc nie chciałem się łokciami rozpychać. Tymczasem bilbil to słowik, ale w języku Albańskim, co mi się bardzo spodobało.

Podsumowanie

Znalezienie odpowiedniej nazwy dla marki to nie lada wyzwanie. Trzeba przemyśleć wiele aspektów, odnieść się do języków obcych. Poszukać odpowiednich skojarzeń oraz brzmienia samego słowa. Warto pamiętać, że to słowo się do nas przyklei i to bardzo mocno, i jeżeli od samego początku go nie polubimy, to potem będzie już tylko gorzej. Dobrze gdy nazwa jest łatwa do zapamiętania bo przyda się to w czasie polecenia usług metodą bezpośrednią.